“During the Hunt” from “Pan Tadeusz” by Adam Mickiewicz, translated from the Polish by Leonard Kress

cheek-green-e1556432599534.jpg
“Other Cheek” by Andrew Reilly

Adam Mickiewicz (1798-1855) is regarded as the national poet of Poland (and also Belarus and Lithuania). He was the principal figure in Polish Romanticism, best known for the epic Pan Tadeusz, about the Poles living in the Lithuanian countryside during the partition of Poland—awaiting the arrival of Napoleon’s army to free them from Russian domination. Mickiewicz’s writing draws heavily on Slavic folklore, Polish nationalism, and contemporary European politics.

During the Hunt

How much I owe these trees of my homeland!
Wretched shot that I was, facing the sneers
of my comrades, when game evaded my hand—
how often some dense thicket would appear
to capture my fancy.  Forget the chase—
just sit amid a clump of trees, surrounded
by silvery, gray-bearded moss to ease
my melancholy.  The ground drenched with mounded
rotting blueberries, while the hills were reddened
from all the heather and cowberry leaves,
like coral rosaries.  And all seemed deadened,
as the topmost branches barely heaved
in the storm that raged above the vault.
And yet, from high, I heard deafening crashes
like those heard on shore which the sea lashes.

On the forest floor, like ancient ruins,
a toppled oak protrudes from a great clearing.
Rotting logs, leaning like beams and columns,
fence in a grassy terrace, menacing,
because the lords of the forest dwell
inside—boar, bears, wolves, and by the gate,
half-gnawed bones of imprudent guests tell
the terrifying tales: for lying in wait,
they spot, through the grass, like tiny sprays
of water, antlers of a helpless stag.
There is a flicker from inside the maze,
a streak of light, and then a howling rage.

Then all is silent—until a woodpecker
raps on a spruce lightly and disappears;
hidden, its beak still taps like a drummer
or a playful child unseen, whose fears
give it away.  A squirrel clasps a nut,
gnawing; its tail curls over its eye and falls
like the plume on a Swiss Guard’s helmet.
Although shielded, it heeds some unknown calls,
and pirouettes, leaping into a jump,
only to vanish in an empty stump. 

Then the branches of an ash are shaken,
and as a cluster of rowanberries
separate, while a handful is taken—
a face as bright as those berries scurries
to the next tree, to find more hidden treasures.
And from a basket woven out of bark,
she offers a boy what she picks and measures.
He takes and eats while reaching into the dark
thicket, for hazelnuts, which find their mark.

But horns blare through the woods and hounds are baying,
and they sense that the hunt is drawing near;
fear has disrupted their innocent playing,
and like forest deities, they disappear.


Księga 4: Dyplomatyka i łowy

Ja ileż wam winienem, o domowe drzewa!
Błahy strzelec, uchodząc szyderstw towarzyszy
Za chybioną źwierzynę, ileż w waszej ciszy
Upolowałem dumań, gdy w dzikim ostępie
Zapomniawszy o łowach usiadłem na kępie,
A koło mnie srebrzył się tu mech siwobrody,
Zlany granatem czarnej zgniecionej jagody,
A tam się czerwieniły wrzosiste pagórki,
Strojne w brusznice jakby w koralów paciorki.
Wokoło była ciemność; gałęzie u góry
Wisiały jak zielone, gęste, niskie chmury;
Wicher kędyś nad sklepem szalał nieruchomym,
Jękiem, szumami, wyciem, łoskotami, gromem:
Dziwny, odurzający hałas! Mnie się zdało,
Że tam nad głową morze wiszące szalało.

Na dole jak ruiny miast: tu wywrot dębu
Wysterka z ziemi na kształt ogromnego zrębu;
Na nim oparte, jak ścian i kolumn obłamy:
Tam gałęziste kłody, tu wpół zgniłe tramy,
Ogrodzone parkanem traw. W środek tarasu
Zajrzeć straszno, tam siedzą gospodarze lasu:
Dziki, niedźwiedzie, wilki; u wrót leżą kości
Na pół zgryzione jakichś nieostrożnych gości.
Czasem wymkną się w górę przez trawy zielenie,
Jakby dwa wodotryski, dwa rogi jelenie
I mignie między drzewa źwierz żółtawym pasem,
Jak promień, kiedy wpadłszy gaśnie między lasem.

I znowu cichość w dole. Dzięcioł na jedlinie
Stuka z lekka i dalej odlatuje, ginie,
Schował się, ale dziobem nie przestaje pukać,
Jak dziecko, gdy schowane woła, by go szukać.
Bliżej siedzi wiewiórka, orzech w łapkach trzyma,
Gryzie go; zawiesiła kitkę nad oczyma,
Jak pióro nad szyszakiem u kirasyjera;
Chociaż tak osłoniona, dokoła spoziera;
Dostrzegłszy gościa, skacze gajów tanecznica
Z drzew na drzewa, miga się jako błyskawica;
Na koniec w niewidzialny otwór pnia przepada,
Jak wracająca w drzewo rodzime dryjada.
Znowu cicho.

Wtem gałąź wstrząsła się trącona
I pomiędzy jarzębin rozsunione grona
Kraśniejsze od jarzębin zajaśniały lica:
To jagód lub orzechów zbieraczka, dziewica;
W krobeczce z prostej kory podaje zebrane
Bruśnice świeże jako jej usta rumiane;
Obok młodzieniec idzie, leszczynę nagina,
Chwyta w lot migające orzechy dziewczyna.

Wtem usłyszeli odgłos rogów i psów granie:
Zgadują, że się ku nim zbliża polowanie,
I pomiędzy gałęzi gęstwę, pełni trwogi,
Zniknęli nagle z oczu jako leśne bogi.

✶✶✶✶

Leonard Kress has published poetry, fiction, and translations from the Polish in the Missouri Review, Massachusetts Review, Iowa Review, American Poetry Review, andthe Harvard Review. His recent collections are The Orpheus Complex and Walk Like Bo Diddley.  Living in the Candy Store and Other Poems was published in 2018 and Craniotomy will appear this summer. He has also completed a new verse translation of the Polish Romantic epic Pan Tadeusz by Mickiewicz. He teaches philosophy and religion at Owens College in Ohio and edits creative nonfiction for Artful Dodge.   

Andrew Reilly has published many photos in Another Chicago Magazine.